Emerging Church – „Kościół wyłaniający się”
Trzydzieści lat temu studiowałem przez rok w Trinity Western Seminary w Kanadzie. To właśnie tam, podczas wykładów, po raz pierwszy zetknąłem się z ruchem „Emerging Church” (Kościół wyłaniający się). W tamtym czasie nie dostrzegałem wpływu tego nurtu na chrześcijaństwo w Polsce. Dzisiaj patrzę na to inaczej. Choć nie posługujemy się tym samym językiem i terminologią, co chrześcijaństwo zachodnie, wiele idei charakterystycznych dla tego ruchu jest już obecnych także w naszym kraju. Można przypuszczać, że ich wpływ będzie się dalej rozwijał.
„Emerging Church”, czyli „Kościół wyłaniający się”, to ruch funkcjonujący zarówno wewnątrz, jak i poza granicami protestanckiego chrześcijaństwa, pozostający pod silnym wpływem postmodernizmu.
Według przedstawicieli tego nurtu wszystkie przekonania teologiczne i doktryny powinny być podtrzymywane z „pokorą” (czytaj: niepewnością) Towarzyszyć ma temu nieustanny dialog, w którym wszystkie opinie i perspektywy mają być przyjmowane i afirmowane. W konsekwencji chrześcijaństwo przestaje być rozumiane jako wiara w określoną prawdę objawioną przez Boga, a staje się przede wszystkim naśladowaniem stylu życia Jezusa: okazywaniem miłości grzesznikom, słabym i odrzuconym oraz budowaniem relacji z ludźmi znajdującymi się na marginesie społeczeństwa.
Takie podejście prowadzi często do pomniejszania znaczenia lub wręcz odrzucania niektórych fundamentalnych doktryn chrześcijańskich:
– odrzuca się naukę o zastępczej śmierci Chrystusa i przebłaganiu za grzechy dokonanym na krzyżu;
– podważa się istnienie piekła i wiecznej kary;
– sugeruje się, że „dobrzy moralnie ludzie” wyznający różne religie, są uczestnikami Królestwa Bożego;
– akceptuje się homoseksualne związki określane jako „pełne miłości” jako moralnie dobre i godne afirmacji.
W wielu środowiskach związanych z „Kościołem wyłaniającym się” chrześcijaństwo nie jest już postrzegane przede wszystkim jako wiara w Chrystusa, który zbawia grzeszników, lecz jako dążenie do bycia dobrym, kochającym i akceptującym człowiekiem. Szczególny nacisk kładzie się na troskę o osoby zranione przez różnego rodzaju struktury władzy, sprawiedliwość społeczną oraz odpowiedzialność za środowisko naturalne.
Kościoły wyłaniające się często definiują się jako wspólnoty ludzi, którzy chcą traktować życie Jezusa jako wzór do naśladowania, przyjmować tych, którzy pozostają poza Kościołem, hojnie się dzielić, współuczestniczyć w życiu wspólnoty, tworzyć przestrzeń dla dialogu i praktykować przywództwo oparte bardziej na współpracy niż na autorytecie.
Nie chodzi o to, że wszystkie te działania są złe. Wiele z nich samo w sobie jest wartościowych. Problem pojawia się wtedy, gdy stają się one centrum chrześcijaństwa. Gdy przyjrzymy się bliżej temu nurtowi, zauważymy (lub nie), że główny nacisk położony jest nie na to, co Chrystus uczynił dla nas, lecz na to, co my czynimy dla Niego. W ten sposób fundament Ewangelii zostaje przesunięty, a czasami wręcz usunięty.
Tymczasem Ewangelia jest przede wszystkim dobrą nowiną o tym, czego Chrystus już dokonał dla nas jako Zbawiciel, a nie zbiorem instrukcji dotyczących tego, co my mamy zrobić dla Boga. Istotą chrześcijańskiej wiary jest pierwszeństwo Jego dzieła, a nie naszego.
Trzy religie
Na świecie istnieją trzy zasadnicze podejścia do zbawienia:
1. Ludzkie osiągnięcia
Człowiek wierzy, że własnymi działaniami może zdobyć przychylność Boga lub bogów. Mogą to być ofiary, rytuały, dobre uczynki, praktyki religijne czy moralne życie. Zbawienie jest postrzegane jako rezultat ludzkiego wysiłku.
2. Łaska Boża plus ludzkie uczynki
W tym modelu uznaje się znaczenie ofiary Chrystusa, ale jednocześnie dodaje się do niej własne zasługi. Zbawienie staje się połączeniem Bożej łaski i ludzkiego wkładu. Uczynki mogą przyjmować różne formy: pielgrzymki, szczególne praktyki religijne, ofiary, modlitwy za zmarłych czy inne działania mające zwiększać „wartość duchową” człowieka.
3. Wyłącznie dzieło Chrystusa
Biblia naucza, że ofiara Jezusa Chrystusa została złożona raz na zawsze i jest całkowicie wystarczająca dla zbawienia grzesznika. Nie można nic do niej dodać ani nic od niej odjąć. Dobre uczynki nie są przyczyną zbawienia, lecz jego owocem. Człowiek narodzony na nowo (J 3:3-8; Ef 2:10) rozumie właściwą relację między wiarą a uczynkami.
Reformacja a Kościół wyłaniający się
Porównajmy ruch Kościoła wyłaniającego się z Reformacją, która również przedstawiała się jako ruch reformujący Kościół.
Tym, co napędzało Reformację, było przekonanie jej przywódców, że Kościół rzymskokatolicki odszedł od nauczania Pisma Świętego i wprowadził doktryny oraz praktyki niezgodne z Ewangelią. Reformatorzy nie dążyli do zmian dlatego, że kultura się zmieniała i Kościół powinien się do niej dostosować. Przeciwnie – byli przekonani, że to Kościół powinien być nieustannie reformowany przez Słowo Boże (Ecclesia reformata, semper reformanda secundum Verbum Dei – Kościół zreformowany, zawsze potrzebujący reformy zgodnie ze Słowem Bożym).
W przypadku ruchu Kościoła wyłaniającego się impulsem do zmian jest najczęściej przekonanie, że Kościół powinien dostosować swoje przesłanie i praktykę do postmodernistycznej kultury oraz współczesnej wrażliwości społecznej. To zasadnicza różnica pomiędzy tymi dwoma ruchami.
Do najbardziej znanych liderów ruchu Emergent należą: Brian McLaren, autor książki „A Generous Orthodoxy”, uznawany za jednego z najbardziej wpływowych i elokwentnych przedstawicieli ruchu. Doug Pagitt, pastor wspólnoty Solomon’s Porch w Minneapolis, Rob Bell, były pastor Mars Hill Church w Grand Rapids, oraz Tony Jones, popularny mówca i bloger związany z tym nurtem.
Osobom zainteresowanym tematem polecam kilka rzeczowych choć krytycznych opracowań:
– „The Courage to Be Protestant” – David Wells,
– „Why We’re Not Emergent” – Kevin DeYoung i Ted Kluck,
– „Don’t Stop Believing: Why Living Like Jesus Is Not Enough” – Michael Wittmer.
– „Becoming Conversant with the Emerging Church” – D.A.Carson
