Dla Ewangelii

Dla Ewangelii

A czynię to wszystko dla Ewangelii,
aby uczestniczyć w jej zwiastowaniu.
1 Kor. 9:23

Razem dla Ewangelii jest inicjatywą chrześcijan z różnych środowisk ewangelicznych, złączonych wspólnym pragnieniem głoszenia Ewangelii i troski o zdrową naukę biblijną.
Poznaj priorytety RDE, wyznanie wiary RDE oraz wyznawane wartości RDE. To na nich opiera się współpraca w ramach Razem dla Ewangelii.
Razem pragniemy działać dla Ewangelii, ku chwale naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

Cień, którego nie możemy się pozbyć. Co robić, gdy ogarnia nas ciemność?

Jest nauczycielem i redaktorem zarządzającym w Desiring God, pastorem w All Peoples Church oraz absolwentem Bethlehem College and Seminary. Razem z żoną, Bethany, mieszka wraz z trzema synami w Minneapolis.

 

Są takie duchowe ciemności, które wydają się wplecione w strukturę naszej duszy, zespolone z naszą osobowością i naturą. Są tak głęboko zakorzenione i subtelne, że ucieczka przed nimi może przypominać próbę ucieczki przed własnym cieniem. Trwały brak pewności zbawienia, zniekształcona relacja z własnym ciałem, pokrętne pokusy niechcianych pragnień – taka ciemność potrafi nieustannie deptać nam po piętach.

Być może czujesz się podobny, jak ja się czułem. „Jak człowiek po katastrofie statku, który widzi ląd i zazdrości szczęścia wszystkim, którzy tam są, lecz uważa, że nie jest możliwe, by sam dotarł do brzegu”, jak opisał to kiedyś Henry Scougal (The Life of God in the Soul of Man, s. 108). Widzisz dość wyraźnie, jak wyglądałoby życie wolne od twojej ciemności, ale każda próba dopłynięcia do tego szczęśliwego brzegu kończy się rzucaniem przez fale i rozbijaniem o skały. Patrzysz więc tęsknie z głębin, nadal pragnąc wybawienia, ale już nie próbując tak usilnie. Oswajasz się z życiem polegającym jedynie na utrzymywaniu się na powierzchni.

Kilka lat temu, gdy taki fatalistyczny duch zaczął się we mnie osiedlać, natrafiłem na radę, która mocno mną wstrząsnęła i była mi bardzo potrzebna. John Owen (1616-1683), zwracając się szczególnie do osób dręczonych duchowymi wątpliwościami, pisze:

Nie bądź więc bez ducha ani leniwy: wstań i działaj; pilnie słuchaj słowa łaski; bądź gorliwy w modlitwie, wytrwały w korzystaniu ze wszystkich ustanowionych praktyk Kościoła; w jednej lub drugiej z nich, wcześniej czy później, spotkasz Tego, którego miłuje twoja dusza, a Bóg przez Niego przemówi do ciebie pokojem” (Works of John Owen, 6:614).

Wstań i działaj”. Oczywiście nie jest to jedyna rada, jaką potrzebują usłyszeć ludzie duchowo ugrzęźli (i nie jest to jedyna rada, jaką daje Owen). Jednak w moich własnych, głęboko zakorzenionych zmaganiach wielką pomocą okazała się ta łagodna, lecz stanowcza dłoń na ramieniu, to życzliwe, ale zdecydowane spojrzenie w oczy, ten ciepły, lecz pełen powagi głos mówiący mi, że nie jestem więźniem swojej przeszłości ani teraźniejszości i zachęcający mnie, bym nie ustawał w szukaniu Boga.

Wstań i działaj”

Być może czytasz taką radę i wzdychasz: „Częściej czytać Biblię? Więcej się modlić? Częściej chodzić do kościoła? Próbowałem już tego wszystkiego”. Podobne westchnienie nieraz przechodziło także przez moje usta. Już prosiłem, szukałem i pukałem – myślałem sobie – ale to po prostu nie działało. Z czasem jednak moje myśli wracały do biblijnych przykładów długiego i gorliwego szukania, a słowa „już tego próbowałem” bezsilnie opadały na ziemię.

Moglibyśmy przypomnieć starotestamentowe wezwanie do szukania Pana „całym swoim sercem i całą swoją duszą” (Pwt 4:29), albo determinację proroków, by mimo wszystko „oczekiwać Boga mojego zbawienia” (Mi 7:7), albo przykład psalmistów wołających „dniem i nocą przed Tobą”, nawet z najgłębszej i najdłuższej ciemności (Ps 88:1). Jednak to Ewangelie być może najmocniej wzywają nas, byśmy powstali, podnieśli głowy i na nowo z gorliwością szukali Boga.

Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a będzie wam otworzone” – mówi Jezus swoim uczniom. Niewiele słów niesie większą obietnicę dla tych, którzy szukają jeszcze nieotrzymanego wybawienia. Ale niewiele słów stanowi też większe wyzwanie. Gdy bowiem Jezus ilustruje, o jakie proszenie, szukanie i pukanie Mu chodzi, opowiada przypowieść o natrętnym przyjacielu – tym hałaśliwym człowieku pukającym o północy, który nie chciał odejść bez chleba (Łk 11:5-9). Spośród różnych zarzutów, jakie można by postawić mojemu życiu modlitewnemu, obawiam się, że natrętność rzadko jest jednym z nich.

Ewangelie dają nam żywe obrazy tego samego: kobiety przeciskające się przez tłum, by dotknąć skraju Jego szaty (Mk 5:27-28), ojców niemal pokonanych przez niewiarę, którzy mimo to przynoszą swoich synów do Chrystusa (Mk 9:24), matek wytrwale ponawiających swe prośby, niezrażonych odmową, aż otrzymują to, o co proszą (Mk 7:24-30). Takie zdesperowane dusze prosiły i szukały, i pukały – i znowu prosiły, szukały i pukały – aż dar został dany, skarb znaleziony, a drzwi otwarte.

W porównaniu z nimi, jak często moje działania były połowiczne, podzieloną duszą, z jedną nogą idącą ku Bogu, a drugą leniwie ciągnącą się z tyłu?

Zbliżcie się do Boga

Oczywiście Jezus czasem zaskakuje swoich zmagających się ludzi i niezależnie od naszego gorliwego szukania daje wybawienie, którego potrzebujemy. Nasze chrześcijańskie życie rozpoczęło się wtedy, gdy wskrzesił nas – jak Łazarza – z grobu. I czasem nasze chrześcijańskie życie rozwija się dlatego, że błogosławi nas, choć Go o to nie prosiliśmy albo prosiliśmy bardzo słabo.

Nie mamy jednak podstaw, by zakładać, że zawsze tak będzie. Świat duchowy, podobnie jak świat fizyczny, ma swoje przyczyny i skutki, swoje środki i cele, swoją zasadę: „Co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Ga 6:7). Ani stworzenie, ani Pismo nie znają pojęcia uświęconego leniwca, którego duchowy plon rośnie bez systematycznego orania i siania, pielenia i podlewania. Nasze wysiłki zależne od Ducha nie mogą zasłużyć na Boże błogosławieństwo – jedynie Chrystus może – ale bardzo często są wyznaczonym przez Boga środkiem do doświadczania tego błogosławieństwa.

Wiedząc, że Bóg używa naszej gorliwości jako środka wybawienia, możemy zadawać sobie pytania takie jak:

  • Czy aktywnie uśmiercam każdy znany grzech, także te, które wydają się niezwiązane z moim głównym zmaganiem i w porównaniu z nim małe (Rz 8:13)?
  • Czy moje modlitwy o wybawienie przypominają choć trochę tę świętą natrętność, która puka i puka ponownie (Łk 11:8)?
  • Czy rozważam Boże słowo dniem i nocą (Ps 1:2) – a szczególnie, czy dobrze znam fragmenty odnoszące się do mojego problemu?
  • Czy w niedziele słucham kazań i przystępuję do Wieczerzy Pańskiej z oczekiwaniem, patrząc na mojego Pana „jak oczy sług zwracają się ku ręce ich pana” (Ps 123:2)?
  • Czy nadal szukam chrześcijańskiej wspólnoty, otaczając się ludźmi pełnymi Ducha, zamiast wycofywać się w cień (Hbr 10:24-25)?
  • Czy szukałem konkretnej rady u mądrych i godnych zaufania świętych, zapraszając ich, by zajrzeli z latarką do piwnicy mojej duszy?

Takie pytania przypominają mi o Bożym miłosierdziu, które tak często odpowiadało na moje połowiczne szukanie pełną dobroci życzliwością. On jest błogosławionym i błogosławiącym Bogiem, zawsze „gotowym przebaczać” i dawać więcej, niż prosimy (Ne 9:17; Ef 3:20). A jednak, gdy myślę o swoich uporczywych zmaganiach, pytania te przypominają mi również, jak wiele pozostaje jeszcze do odkrycia w obietnicy z Jakuba 4:8: „Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was”.

Szukanie z głębin

Powinniśmy jednak uważać, by nie sprowadzić najgłębszych zmagań jedynie do kwestii „większego wysiłku”. Nie chciałbym też sugerować, że wszyscy, którzy bezskutecznie szukali wybawienia, po prostu nie szukali wystarczająco gorliwie. 

Czasami brzeg pozostaje poza zasięgiem nie dlatego,

że nie płynęliśmy wystarczająco wytrwale,

lecz dlatego, że morze jest rozległe”.

Jezus obiecuje, że ci, którzy szukają, znajdą; nie obiecuje jednak, że znajdą natychmiast. W praktyce więc nasze szukanie może trwać znacznie dłużej, a postęp przychodzić dużo wolniej niż się spodziewaliśmy. Duchowo możemy czuć się trochę jak kobieta cierpiąca na krwotok przez dwanaście lat – tkwiąca w niechcianej ciemności mimo najlepszych wysiłków. Dlaczego Bóg pozwolił, by jej choroba trwała dwanaście lat zamiast dziesięciu – albo dwóch? Nie wiemy. Wiemy jednak, że na polach Bożego królestwa żadne ziarno gorliwości, zasiane i podlewane cierpliwą wytrwałością, nie pozostaje bezowocne na zawsze (Ga 6:9). Bóg nigdy nie powiedział swojemu ludowi: „Szukajcie mnie na próżno” (Iz 45:19). Nie pokazuje nam też szczęśliwego brzegu tylko po to, by nas drażnić, gdy jesteśmy jeszcze w wodzie. Pokazuje go, ponieważ naprawdę może być naszym – może nie od razu i nie w pełni, ale naprawdę.

Dlatego pośród długiego szukania nie trać ducha. Twój Bóg cię widzi. Jego drogi mogą wznosić się wysoko ponad twoje zrozumienie, ale nigdy nie są niemądre ani okrutne (Iz 55:8–9). A jeśli będziesz nadal Go szukał, jeśli za każdym razem, gdy upadniesz, znów będziesz powstawał i działał, prędzej słońce spadnie z nieba, niż ty zostaniesz zawstydzony (Iz 49:23).

Nasza ręka na skraju Jego szaty

Gorliwe szukanie ma oczywiście także swoje niebezpieczeństwa. A największym z nich może być to: gdy modlimy się, czytamy, gromadzimy z Bożym ludem i słuchamy rad, możemy bardziej polegać na tych środkach niż na Tym, który je ustanowił. Możemy oprzeć naszą nadzieję na wybawienie nie na Chrystusie, ale na własnych wysiłkach szukania Go – jak podróżni, którzy są tak skupieni na drodze, że nie dostrzegają domu.

I tutaj znów umysł zanurzony w Ewangeliach może być naszym najlepszym przewodnikiem. W całym naszym szukaniu robimy duchowo to, co wiele postaci z Ewangelii robiło fizycznie: staramy się znaleźć jak najbliżej Jezusa, pewni, że On jest naszą jedyną nadzieją.

Wszystkie nasze najszczersze wysiłki są jedynie dłonią dotykającą skraju szaty Chrystusa, a całe błogosławieństwo należy do Niego”.

Nasze modlitwy mogą wznosić się jak wołanie Bartymeusza, ale to nie one sprawiają, że widzimy. Nasze czytanie Biblii może klękać przed Jezusem jak trędowaty, ale to nie ono nas uzdrawia. Nasze niedzielne uwielbienie może wyciągać rękę jak cierpiąca kobieta, ale to nie z niego wypływa moc. Wszystkie nasze najlepsze wysiłki są jedynie dłonią dotykającą skraju szaty Chrystusa, a całe błogosławieństwo należy do Niego.

Ale jak wielkie błogosławieństwo czeka tych, którzy wołają i nie przestają wołać, klękają i nie przestają klękać, sięgają i nie przestają sięgać. W naszych najtrudniejszych zmaganiach nie jesteśmy ograniczeni ciasnymi granicami własnej osobowości, własnej siły czy własnej przeszłości: jesteśmy związani z samym Chrystusem. A w Nim długa i rozpaczliwa ciemność może w końcu zacząć ustępować, a rozbitek-święty może wreszcie przybliżyć się do brzegu, niesiony falami Jego mocy.

Kim jesteśmy?

Razem dla Ewangelii jest inicjatywą chrześcijan z różnych kościołów ewangelicznych, złączonych wspólnym pragnieniem zwiastowania Ewangelii i troski o zdrową naukę biblijną. Poznaj nasze priorytety, wyznanie wiary oraz deklarację wartości. To na nich opieramy naszą współpracę. Razem pragniemy działać dla Ewangelii, ku chwale naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

Tagi

Kategorie