Przedmowa RDE
U wielu osób na świecie, gdy tylko usłyszą jakąkolwiek wzmiankę o znanym reformatorze, Jan Kalwin, niemal odruchowo pojawia się coś w rodzaju „emocjonalnej, teologicznej alergii”. Dla znacznej części z nich wystarczy usłyszeć słowa „predestynacja” czy „kalwinizm”, by stracili chęć dowiedzenia się o nim czegokolwiek więcej. Poniższy tekst jest kazaniem Jana Kalwina w polskim przekładzie. Zachowano w nim oryginalną fleksję, archaizmy oraz surowość języka charakterystyczne dla epoki. Samo tłumaczenie z pewnością mogłoby zostać jeszcze dopracowane. RDE udostępnia je jednak z ufnością i nadzieją, że mimo XVI-wiecznego stylu poruszy ono czytelnika oraz skłoni go do refleksji nad zawartym w nim przesłaniem.
(Ga 6:14-18) – Kazanie Jana Kalwina z XVI wieku.
Co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata. Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie. A pokój i miłosierdzie nad tymi wszystkimi, którzy tej zasady trzymać się będą, i nad Izraelem Bożym. Odtąd niech mi nikt przykrości nie sprawia; albowiem ja stygmaty Jezusowe noszę na ciele moim. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie z duchem waszym, bracia. Amen (Ga 6:14-18).
Widzieliśmy wcześniej, że Paweł potępiał tych, którzy nie chcieli zająć stanowiska, pragnąc podobać się światu i uniknąć prześladowania. Albowiem to tchórzostwo doprowadziło do wypaczenia Ewangelii, a liczne tego przykłady widzimy również dzisiaj (przypis tłumacza – w XVI wieku). Skoro bowiem dostrzegli, że czysta nauka i prawda Boża są dla świata nie do przyjęcia, a ludzie nieprawi zapalczywie przeciw niej występują, tedy, mówię, tacy szukają dróg krętych, jakby mogli uniknąć nienawiści i nie wzbudzić obrazy.
Tak więc, gdybyśmy dziś zapytali ludzi uchodzących przynajmniej za rozsądnych, z trudem znaleźlibyśmy jednego na stu, który by śmiał wyznać, iż w papiestwie błędy można znaleźć. Większość powiedziałaby, że nie należy zmuszać ludzi do porzucenia wszystkiego. Wystarczyłoby, gdyby pozbyli się jedynie niektórych najbardziej niedorzecznych zabobonów, nawet jeśli nadal pielęgnowaliby wiele innych przesądów.
Dlaczego? Ponieważ – jak już powiedziałem – pragną być cenieni i poważani, a czystość Ewangelii jest im obojętna, byle tylko mogli uniknąć prześladowania. Cóż bowiem ich pobudza, jeśli nie chęć bycia docenionymi i zdobycia dobrej reputacji? Diabeł, który wzniecał tego rodzaju spory już w czasach Pawła, działa również i dzisiaj. Dlatego musimy uzbroić się w naukę Ewangelii. Najlepszym lekarstwem jest to, które Paweł zaleca: „abyśmy odrzucili wszelką chlubę poza tą jedną, która jest w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa”.
Aby to zrozumieć, musimy najpierw przypomnieć sobie to, co zostało napisane w księdze Jeremiasza, a co Paweł potwierdza. „Mianowicie, że wszelka chwała człowieka musi zostać poniżona, aby Bóg był wywyższony na co całkowicie zasługuje.
Lecz kto chce się chlubić, niech się chlubi tym, że jest rozumny i wie o mnie, iż Ja, Pan, czynię miłosierdzie, prawo i sprawiedliwość na ziemi, gdyż w nich mam upodobanie – mówi Pan. Oto idą dni – mówi Pan – w których nawiedzę wszystkich nieobrzezanych mimo obrzezania (Jer 9:23–24).
Jest też napisane, że cała mądrość, którą ludzie mniemają, iż posiadają, jest niczym. Nie będzie w ogóle brana pod uwagę. Ona musi zostać zgładzona, abyśmy udali się do Boga jako Tego, w którym mieszka mądrość i obfitość dóbr.
dlatego też Ja będę nadal dziwnie postępował z tym ludem, cudownie i dziwnie, i zginie mądrość jego mędrców, a rozum jego rozumnych będzie się chował w ukryciu (Iz 29,14).
Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę (1Kor 1:19).
Uznajmy więc, że wszelka mądrość pochodzi z Jego darmowej łaski. Jesteśmy oświeceni przez Jego Ducha Świętego, a będąc słabi, zostajemy umocnieni Jego mocą. Będąc pełni zanieczyszczenia i nieprawości, sprawiedliwość zostanie nam przywrócona jako Jego dar.
Przejdźmy teraz do środków łaski. Nie wystarczy bowiem wiedzieć, że Bóg jest naszym światłem, że jest naszą sprawiedliwością, że jest naszą mądrością i że jest naszą siłą. Innymi słowy, że w Nim znajduje się doskonałe życie, radość i szczęście. To nie wystarcza, ponieważ pomiędzy Nim a nami wciąż pozostaje wielka przepaść.
Musimy więc wiedzieć, jak i przez jakie środki możemy otrzymać wszystkie łaski, których szukamy w Bogu. Wiemy zaś, że wszystkie zostały nam udzielone w Jezusie Chrystusie, albowiem On zstąpił na ziemię, ogołocił samego siebie i dobrowolnie dał się ukrzyżować dla nas.
Skoro więc wszystko, czego nam brakuje, mamy czerpać z Pana Jezusa Chrystusa, łatwo zrozumieć, dlaczego Paweł mówi, że pragnął chlubić się jedynie z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlaczego? Ponieważ Chrystus poniósł śmierć okrutną, a nawet wystawił się na sąd Boży w naszym imieniu, przyjmując na siebie całe nasze przekleństwo, i w ten sposób został nam dany jako nasza mądrość, sprawiedliwość, świętość, moc i wszystko, czego nam brak.
Dlatego przede wszystkim musimy wiedzieć, kim jesteśmy wewnątrz, zanim będziemy mogli wykorzenić wszelką pychę i oprzeć się całkowicie na Panu Jezusie Chrystusie. Widzimy bowiem jak wiele ludzi, jest nadętych z powodu pychy, nie mając ku temu żadnych podstaw.
Mniemanie jakie mają o sobie jest jedynie wiatrem i parą. Nie zbadali samych siebie, aby zobaczyć, jacy są naprawdę, nie szukali Jezusa Chrystusa. Tacy są obłudnikami, którzy pysznią się domniemanymi „zasługami”. Dlatego musimy rozważyć nasz stan i ujrzeć ogrom naszej nędzy, aż Pan Jezus Chrystus zlituje się nad nami. Od tego mamy zacząć, gdy przychodzimy do Niego.
To jeszcze nie wszystko. Są bowiem tacy, którzy wyznają, że są grzesznikami i że są pełni marności, a mimo to nadal taplają się w swoim plugastwie. Dlaczego? Ponieważ nie spodziewają się sądu Bożego, a ich umysły zostały uśpione przez świat. Wszyscy miłośnicy takich przyjemności, którzy oddają się pijaństwu, rozwiązłości i podobnym rzeczom, nie mogą usprawiedliwić swej niegodziwości – powinni się jej wstydzić – a jednak zdają się czerpać z tych przyjemności i trwać w nich zatwardziałym sercem.
Dlaczego? Ponieważ zostali upojeni światem i zaślepieni przez diabła, tak że nie widzą, iż pewnego dnia będą musieli zdać sprawę ze swojego życia. Wmówili sobie, że zawsze pozostaną tacy, jacy są, że będą nadal czynić zło i nigdy nie będą musieli drżeć ani bać się. Na ustach mają uśmiech, świadomie chcą okazać pogardę Bogu.
Wielu jest powstrzymywanych – inni wręcz całkowicie sparaliżowani – przed przyjściem do Jezusa Chrystusa. Jedni dlatego, że mniemają, iż posiadają własną mądrość. Inni dlatego, że podążają za fałszywym wyobrażeniem, które szatan zaszczepił w ich umysłach.
ewangelia nasza jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną, w których bóg świata tego zaślepił umysły niewierzących, aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga (2Kor 4:3-4). Inni dlatego, że sądzą, iż są wystarczająco mądrzy bez Jezusa Chrystusa.
Z tych powodów Nim gardzą. Inni zaś, których jest niezliczona liczba, wiedzą, że są biednymi grzesznikami, a jednak nie szukają lekarstwa. Dlaczego? Ponieważ świat trzyma ich w swoim uścisku i są tak nim pochłonięci, że nie potrafią wznieść oczu ani umysłu ku górze, aby szukać wybawienia, które zostało przygotowane w Jezusie Chrystusie.
Dlatego tym bardziej musimy rozważać to, co zostało powiedziane. To znaczy pozbyć się wszelkiej pychy i zarozumiałości, i odczuwać tak wielki wstyd, że nie zaznamy spokoju, dopóki nie znajdziemy ulgi w Panu Jezusie Chrystusie. Otwórzmy oczy, aby ujrzeć naszą zepsutą naturę i zawstydzić się nią. Nie tylko to, lecz także uznać, że to życie jest niczym, i że Bóg umieścił nas tu na drodze przejściowej, aby wypróbować, czy idziemy za Nim. Niech więc każdy z nas, rano i wieczorem, usunie się na bok, aby rozważyć swoje grzechy, i niech będą one jak ościenie, które pobudzają nas i przynaglają do przyjścia do Boga. Nie bądźmy jak nierozumne zwierzęta, przywiązane do tego świata (2P 2:12), lecz niech nasza potrzeba poprowadzi nas do Pana Jezusa Chrystusa. Na tym polega chluba w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Paweł mówiąc szczególnie o krzyżu, chce obalić i zdeptać wszelką ludzką wyniosłość. Zawsze bowiem chcemy być „kimś” sami z siebie i zachować pewną godność. Dlatego, aby wykorzenić to niegodziwe pragnienie, Paweł ukazuje nam, że Jezus Chrystus, Syn Boży, powinien być jedyną przyczyną naszej chluby, ponieważ został za nas ukrzyżowany. Następnie dodaje, że będziemy ukrzyżowani dla świata, a świat dla nas, gdy nauczymy się chlubić wyłącznie łaską, którą przyniósł nam Pan Jezus Chrystus.
Jak to się dzieje? Ci, którzy nie są ukrzyżowani dla świata – to znaczy ci, którzy pragną władzy, znaczenia, zaszczytów i awansów, innymi słowy ci, których pożądliwości rzucają tu i tam – z pewnością jeszcze nie wiedzą, czym jest chluba z krzyża Jezusa Chrystusa, ponieważ zaczynają od niewłaściwego miejsca i są wewnętrznie zagubieni.
Dlatego Paweł może z ufnością powiedzieć, że gdy jego chluba została zakorzeniona w krzyżu Pana Jezusa Chrystusa, porzucił i opuścił świat. Przez „świat” rozumie on wszystko, co schlebia ciału: ludzi, którzy nie myślą ani o Bogu, ani o życiu wiecznym, lecz oddani są chciwości i ambicji.
Każdy jest prowadzony przez swoje naturalne skłonności i nikt nie spogląda poza ten świat. Gdy ludzie idą za swoimi pożądliwościami, a Bóg nie dotknął ich Duchem Świętym ani nie pociągnął ku sobie, można powiedzieć, że choć wszyscy błądzą, to jednak ich pragnienia są bardzo różne: jeden zmierza w jedną stronę, drugi w zupełnie przeciwną.
Wydaje się więc, że ludzie bardzo się od siebie różnią. A jednak są zgodni w jednym: wszyscy chcą być kimś w oczach świata i oddają się własnemu zyskowi i przyjemnościom. Są tak uwikłani w rzeczy ziemskie, że nie przejmują się tym, iż są oddzieleni od Boga. Paweł mówi, że jeśli cała nasza chluba jest w Jezusie Chrystusie, wiedząc, że Jego krzyż pojednał nas z Bogiem Ojcem i zapewnił nam królestwo niebieskie, wówczas łatwo będzie nam oderwać się od świata i niejako odciąć się od niego. Dlaczego? Ponieważ ten, kto został do głębi poruszony świadomością własnego grzechu, z pewnością będzie szukał łaski ofiarowanej mu w Jezusie Chrystusie, a świat stanie się dla niego niczym.
Tak oto traktujemy duchowe bogactwa, które Bóg nam ofiarowuje i do których nas zaprasza, jakby były niczym, ponieważ w porównaniu z oszustwami i pokusami szatana nie cenimy ich. Czym jest ten świat, gdy przyjrzymy mu się takim, jaki jest naprawdę? Nikt z nas nie dostrzega, jak kruche jest nasze życie, że jest ono jedynie dymem, który przelatuje i znika.
A jednak ludzie płoną pożądliwością i dają się jej opanować i porwać. Tymczasem Bóg woła: „Biedni ludzie! Macie mniej rozumu niż małe dzieci, skoro zajmujecie się źdźbłami trawy, bezwartościowymi śmieciami, i całym sercem się do nich przywiązujecie. A gdy oferuję wam doskonałą szczęśliwość, lekceważycie ją; jest dla was bez znaczenia”. Stąd bierze się nasza oziębłość i opieszałość w przyjmowaniu bogactw, które Bóg nam oferuje: jesteśmy bowiem zajęci sprawami tego świata. Przeceniamy go, ponieważ nie wiemy, jak bezcenne bogactwa Bóg nam daje.
Połączmy te dwie rzeczy: bądźmy ukrzyżowani dla świata i niech świat będzie ukrzyżowany dla nas, chlubiąc się jedynie ukrzyżowanym Jezusem Chrystusem. Łatwiej to powiedzieć niż uczynić, a jednak każdy z nas, gdziekolwiek jest, musi do tego dążyć.
Gdy już usłyszeliśmy tę naukę, musimy ją wprowadzić w życie. Jeśli bowiem chcemy być uznani za chrześcijan przez Boga i przed Jego aniołami, musimy dostosować się do tego, co Paweł mówi. Gdybyśmy byli inaczej usposobieni, znaleźlibyśmy wiele okazji, by to czynić, o czym już wspomniałem. Każdy bowiem, kto spojrzy w głąb siebie i rozważy, kim naprawdę jest i w jakim stanie znajduje się bez Jezusa Chrystusa, przerazi się gniewem Bożym, na który zasługuje. Ujrzy, że jest zgubiony z powodu swego stanu i że lepiej byłoby, gdyby ziemia pochłonęła go, niż by miał żyć choć jeden dzień pod tym przekleństwem jako wróg Boga, który nie może uciec z Jego ręki.
Uczmy się więc badać samych siebie. Ci, którzy pragną się stroić według tego świata – zwłaszcza kobiety – z ciekawością i troską spoglądają w lustro. Lecz nie zobaczą tam swojej nędzy i nieczystości, co naprawdę mogłyby ich upokorzyć przed Bogiem i skłonić do zastanowienia się, z czego się chlubią. Ten, kto rozpoznaje swoją hańbę i sromotę, z pewnością będzie szukał lekarstwa, jeśli tylko Duch Boży działa w nim głęboko, a nie jest on – jak powiedziałem – upojony przez szatana.
Uczmy się więc badać siebie szczerze, bez pochlebstwa, a gdy uznamy naszą nędzę i biedę, przyjdźmy do Pana Jezusa Chrystusa. Tylko przez krzyż obalona zostaje wszelka wyniosłość, poczucie własnej wartości i chluba, bądźmy naprawdę ukrzyżowani dla świata i niech on nic dla nas nie znaczy.
Mówiąc zaś, że świat został dla niego ukrzyżowany, a on dla świata, Paweł bez wątpienia ma na myśli to samo, lecz chce wzmocnić tę myśl, pokazując, że rzeczywiście możemy wyrzec się świata i być od niego oddzieleni, gdy sami zostaniemy ukrzyżowani dla świata. Oznacza to, że wszystkie nasze ohydne pożądliwości – zbyt silne i trawiące nas jak ogień, popychające raz w jedną, raz w drugą stronę – muszą zostać uśmiercone, skoro wiemy, że Syn Boży musiał za nas ponieść tak haniebną śmierć.
Któż bowiem będzie szukał triumfów i bohaterskich czynów na tym świecie, wiedząc, że Ten, który jest Głową aniołów i do którego należy wszelka chwała, majestat i władza, zawisł na krzyżu i został przeklęty oraz znienawidzony dla nas? W ten sposób wszystkie nasze pożądliwości muszą zostać uśmiercone; niech więc męka i śmierć Pana naszego Jezusa Chrystusa będą tak skuteczne w naszych sercach, aby nasze pożądania nie żyły już w nas jak dawniej.
Świat musi zostać ukrzyżowany dla nas. Jak to się dzieje? W porównaniu z duchowymi bogactwami, które przynosi nam Jezus Chrystus i które w Nim posiadamy, uznajmy rzeczy tego świata za śmieci i zgniliznę, skoro wszystko jest przemijające.
Co więcej, wszystko to, czego ludzie tak gorliwie i zawzięcie pożądają, że zostają przez to całkowicie zniewoleni, jest jedynie sieciami zastawionymi przez szatana, aby ich pochwycić. Czyż nie są to złudzenia i oszustwa? Tak, bez wątpienia. Skoro tak jest, uczmy się, że świat powinien być dla nas niczym, i bądźmy w pełni przekonani i pewni, że Bóg jest dla nas miłosierny, uznaje nas za swoich synów i dziedziców, pobłogosławił nas, a bez Jego błogosławieństwa bylibyśmy najbardziej nędzni.
Dlatego mamy żyć na świecie, nie przywiązując się do niego ani nie dając się niczym zatrzymać. To zawsze powinno być naszym celem. Wiemy, że musimy spieszyć się do miejsca, do którego Bóg nas powołał, a jeśli zaplączemy się w miłość do tego świata, oddalimy się od naszego Boga. To właśnie mamy zapamiętać z tego fragmentu.
W tym miejscu Paweł dodaje, że w: Chrystusie Jezusie ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, lecz nowe stworzenie. Jakby chciał powiedzieć, że ci, którzy w jego czasach niepokoili Kościół, byli poruszeni jedynie ambicją.
Gdyby Kościół nie wzrastał i nikt nie odniósłby żadnej korzyści z zamieszania, które wzniecali, byłby to oczywisty dowód, że chcieli jedynie zastąpić Pana Jezusa Chrystusa. Jaki powinien być nasz cel, jeśli nie to, aby Syn Boży królował pośród nas, abyśmy byli rządzeni przez Słowo Jego Ewangelii i poznali Jego moc, tak aby wszyscy – mali i wielcy – złożyli w Nim całą swoją ufność?
Z tego wynika, że nasze całe życie ma zostać przemienione, abyśmy żyli w posłuszeństwie Bogu i poddali się Jego Słowu. Duchowa świątynia Boga jest bowiem budowana na wierze i nowym życiu: wiara prowadzi nas do oddawania Bogu czci za wszystkie Jego bogactwa, do uciekania się do Niego, do głoszenia Jego chwały i do wzywania Jego świętego imienia, gdy się gromadzimy. W ten sposób jesteśmy budowani jako świątynia Boga.
Musimy zostać odnowieni w naszym sposobie życia i cierpliwie nauczyć się zapierać samych siebie oraz oddać nasze życie Bogu. To właśnie powinni głosić ci, którzy mają odpowiedzialność nauczania. Ci, którzy nie dążą do tych rzeczy, ujawniają, że nie mają zamiaru służyć Panu Jezusowi Chrystusowi. Dlatego Paweł oświadcza, że jedyną rzeczą, która ma znaczenie, jest bycie nowym stworzeniem w Jezusie Chrystusie. Innymi słowy, musimy dojść do tego punktu, o którym mówił w Drugim Liście do Koryntian, że jeśli chcemy być uznani za „będących w Jezusie Chrystusie”, musimy być nowymi stworzeniami (2Kor 5:17). Jeśli bowiem jeden chełpi się elokwencją, drugi bystrością, trzeci uczonością, a czwarty dobrymi manierami – wszystko to jest marnością.
Uczmy się więc zapierać samych siebie, porzucać ten świat oraz poświęcać się Temu, który nas wykupił, abyśmy zostali uwolnieni. Jest bowiem rzeczą słuszną, aby Jezus Chrystus, który nabył nas za tak wielką cenę, posiadał nas i radował się nami. Nie stanie się to, jeśli każdy z nas nie zaprze się samego siebie i nie odrzuci wszystkiego, co mogłoby nas zatrzymać. To właśnie powinniśmy zachować w pamięci.
Paweł mówi tu o obrzezaniu i nieobrzezaniu, ponieważ spór, który toczył (jak widzieliśmy wcześniej), dotyczył prawa ceremonialnego, które tutaj przedstawia na przykładzie obrzezania. Żydzi bowiem chcieli zachować wszystkie rytuały, które miały trwać jedynie przez pewien czas. Dlatego Paweł, mówi, że Pan Jezus Chrystus przyszedł nie po to, aby zachęcać nas do zachowywania tych dawnych rytuałów, lecz że skoro zasłona świątyni została rozdarta na dwoje, a On sam jest ciałem i istotą wszystkich „cieni” istniejących pod prawem, musimy teraz zadowolić się Nim samym, a obrzezanie nie ma już żadnej wartości.
Większy pożytek odniesiemy z tego fragmentu, jeśli zastosujemy go do tego, co widzimy dzisiaj. W papiestwie bowiem istnieje wiele bezużytecznych obrzędów, w których pokłada się całą ufność w kwestii świętości.
Gdy zapytamy papistów, w jaki sposób mogą zasłużyć na łaskę Bożą i uzyskać odpuszczenie grzechów, chełpią się wodą święconą, świecami, kadzidłem, organami i chórami, pielgrzymkami i tym podobnymi rzeczami. Do tego dochodzą ich niedorzeczne nabożeństwa, polegające na bieganiu od ołtarza do ołtarza i od kaplicy do kaplicy. Oczywiście muszą też wykupić odpowiednią liczbę mszy.
Krótko mówiąc, wszystko to, co papistom wydaje się służbą Bożą, jest niczym innym jak labiryntem albo przepaścią przesądów, które sami wymyślili. Zastanówmy się więc, ile te rzeczy są warte. Bóg o nich nie wspomina; zostały wymyślone przez ludzi, do których uszu szeptał szatan, aby zepsuć prawdziwą służbę Bożą.
Papiści jednak uważają, że nie ma religii, wiary, służby Bożej ani gorliwości, jeśli i my nie damy się porwać całemu temu ich niedorzecznemu zamętowi. Tymczasem Paweł, mówiąc o obrzędach, które Bóg ustanowił w prawie, stwierdza, że nie mają one już żadnego znaczenia. Dlaczego? Ponieważ Bóg jest zadowolony, jeśli służymy Mu z czystym sumieniem i wzywamy Go, pokładając w Nim ufność i wiedząc, że wszelkie dobro pochodzi od Niego. Żyjmy więc uczciwie i sprawiedliwie jedni wobec drugich, wiedząc, że miłość jest więzią doskonałości i celem prawa; oddajmy się też naszemu Bogu w taki sposób, abyśmy żyli w czystości i świętości, oczekując przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa, jak mówi List do Tytusa: nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa (Tyt 2:12-13). To jest początek świętości i doskonałości, co ogłasza Bóg w swoim Słowie.
Papiści odpowiadają: „Co więc stanie się z naszymi pięknymi mszami? Czy wszystkie mają zostać zniesione? Czy nie lepiej jest, gdy sprowadzamy Boga z nieba!”
To ukazuje ich głupotę. Widzieliśmy bowiem, co Paweł tutaj obnaża: nawet jeśli ludzie tak bardzo błądzą w swoich wynalazkach, że sądzą, iż ofiarują Bogu wspaniałe rzeczy, i dają się porywać tym bezsensownym drobiazgom, wszystko to jest bezwartościowe. Kto to ogłasza? Bóg, przez usta Pawła. Kim więc mamy być? Nowymi stworzeniami. Czym jest nowe stworzenie? Najpierw musimy zbadać nasze życie i zobaczyć, że sami z siebie jesteśmy niczym.
Następnie musimy złożyć Bogu duchowe ofiary, które jesteśmy Mu winni, ofiarując samych siebie, aby okazał nam litość i miłosierdzie w naszej nędzy oraz udzielił nam mocy. Bądźmy gotowi iść za Nim, gdy nas wzywa, nie mając innego źródła mądrości niż Jego Słowo, wiedząc, że nie pragnie On, aby Mu służono w przepychu i zewnętrznym blasku, który podoba się światu. Wystarcza Mu szczerość naszych myśli i uczuć. Naszym obowiązkiem jest zrozumieć, co Paweł tutaj mówi, i zastosować jego naukę; jest bowiem pewne, że ci, którzy nie pochlebiają sobie w grzechach i spoglądają ku Bogu, wiedzą, że muszą stanąć przed Jego trybunałem, porzucą wszelką chlubę z samych siebie.
Ponadto poznają, czego Bóg żąda w swoim Słowie, jak chce być czczony i w czym ma upodobanie, tak że nie będą już narażeni na zwiedzenie rzeczami, którymi zajmują się obłudnicy. Jest bowiem pewne, że gdy papiści dręczą się, aby służyć Bogu, czynią to jedynie po to, aby Bóg uznał ich za niewinnych i aby mogli uniknąć Jego ręki, nie będąc zmuszonymi służyć Mu tak, jak On nakazał; gardzą bowiem całym prawem. A jednak są rzeczy, które uznają za niezbędne i które chcą, aby Bóg przyjął.
Ich głównym celem jest przekonanie samych siebie, że spełnili swój obowiązek wobec Boga, aby nie uciskał ich zbyt mocno. Tymczasem idą własną drogą, pozwalają sobie na wielką swobodę i udzielają sobie rozgrzeszenia ze wszystkich grzechów. Sądzą, że skoro przynieśli Bogu coś choćby był to jedynie cień – On nie może im nic zarzucić i musi milczeć. Oto, jaki jest zamiar Pawła w tym miejscu.
Na koniec Paweł dodaje: „A nad wszystkimi, którzy tej zasady się trzymają, niech będzie pokój i miłosierdzie, i nad Izraelem Bożym”. Mówiąc o tej „zasadzie”, wskazuje, że ludzie mogą wierzyć, w co chcą, ale Bóg nie ustąpi, ponieważ jest niezmienny i nie cofnie się ani nie ulegnie głupocie. Paweł poucza nas, że taka zmiana jest niemożliwa: cokolwiek by się nie działo, zasada ustanowiona przez Boga pozostaje niezmienna. Wszyscy przyznajemy to powierzchownie, bo kto nie zgodziłby się z tym, że Bóg jest ponad nami? Zaprzeczenie tego byłoby bluźnierstwem.
A jednak zobaczmy, jak ludzie pozwalają sobie żyć bez żadnego umiaru! Każdy wymyśla to lub tamto i oczekuje, że inni przyjmą jego wynalazki. Każdy chce mieć własną zasadę. Choć nie wszyscy w papiestwie trzymają się zasady św. Franciszka czy św. Dominika, nie ma tam ani jednej głupiej starej kobiety ani bigota, który nie miałby swojej własnej zasady. Tak jak nie ma młodego cielęcia, które nie miałoby własnego sposobu życia. Wszyscy mówią: „Tak odprawiam swoją mszę. A gdy używają słowa „msza”, w istocie odsuwają Boga na bok, mówiąc: „Muszę mieć wolność czynienia tego, co uważam za dobre, a Bóg niech się tym zadowoli”.
Jaką diabelską zuchwałość wykazują ludzie! Idą na kompromisy, zbaczają raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby sami wytyczali kręte i krzywe ścieżki, licząc na to, że Bóg nagnie swoje zasady i dostosuje je do ich poglądów. Tym bardziej musimy więc uważnie rozważyć to, co tu zostało powiedziane. Ludzie mogą się dręczyć, jak tylko chcą, lecz Boża zasada pozostaje i idzie swoim niezmiennym torem.
Czym jest ta zasada? Jest nią dążenie do doskonałości, którą objawia nam Pan Jezus w Ewangelii – nie w tym sensie, że możemy ją osiągnąć w tym życiu, lecz że nie mamy zbaczać ani w prawo, ani w lewo, lecz stale zmierzać do celu, który Bóg nam wskazał.
W ten sposób stajemy się nowymi stworzeniami: zapierając się samych siebie i całkowicie oddając się Bogu. Skoro tak, postanówmy podporządkować się tej zasadzie i wprowadzać ją w nasze życie. Każdy z nas natychmiast chciałby pobiec tu albo tam. Aby nie zbłądzić, musimy nauczyć się trzymać wszystkiego, co Bóg objawia i naucza w swoim Słowie. Gdy Paweł życzy pokoju i miłosierdzia takim ludziom, oznajmia, że nawet gdyby cały świat nas potępiał, możemy to zlekceważyć i iść swoją drogą. Jeśli Bóg jest za nami, to nam wystarczy. Jeśli bowiem zachwiejemy się pod wpływem nierozumnych sądów świata i opinii, które o nas krążą, nie oddajemy Bogu należnej Mu czci. Jeśli ludzie mówią: „Ci ludzie nie prowadzą naszego życia”, a my się tym przejmujemy i staramy się dopasować do ich gustów, z pewnością oddalamy się od Boga.
Zwróćmy więc baczną uwagę na to, co Paweł mówi: jeśli ludzie nas potępiają i znajdują powody do krytyki w tym, co czynimy – a świat nigdy nie będzie w zgodzie z Bogiem – niech to dla nas nic nie znaczy. Niech nam wystarczy to, że Bóg nas pobłogosławił i oferuje nam pełne szczęście w tym jednym słowie: „pokój”, ukazując, że zlituje się nad nami, jakkolwiek nędzni byśmy byli i jakkolwiek inni pluliby nam w twarz.
Choć nie posiadamy wszystkich wymaganych cnót, jeśli dążymy do tego, by iść za Bogiem, zawsze znajdziemy Go miłosiernym. Podtrzymuje nas w słabości i wspomaga w nędzy. Jeśli to mamy, powinno nam wystarczyć. Z drugiej strony wiemy, że Duch Święty błogosławi tych, którzy poddają się Bożej zasadzie, a brzydzi się i odrzuca wszystkich, którzy zbaczają i czynią ze swoich wyobrażeń prawo. Szukają wolności, by czynić to, co im się podoba i zatwardzają się na Słowo Boże. Jakkolwiek byliby cenieni przez świat i jakkolwiek by upajali się pychą i zarozumiałością, Bóg wciąż uważa ich za obrzydliwość. To musimy zapamiętać: istnieje tylko jedna zasada życia i jest ona zawarta w Ewangelii.
Dokąd prowadzi ta zasada? Sprawia, że nie ofiarujemy Bogu tego, co wydaje się słuszne nam samym ani tego, co sami wymyśliliśmy, lecz całkowicie poddajemy się Jemu i Jego Słowu. Uznajemy, że w Jezusie Chrystusie mamy wszelką doskonałość, i zadowalamy się Nim samym, wiedząc, że jest na tyle miłosierny, aby okazać nam łaskę, i że nasze życie zostanie przez Niego pobłogosławione i uszczęśliwione, jeśli pójdziemy za Nim tam, dokąd nas wzywa. Przeciwnie, będziemy przeklęci, jeśli nie będziemy trzymać się tej zasady, o której mówi Paweł, niezależnie od tego, jaką opinię ma o nas świat i jak bardzo nas chwali.
Na koniec dodaje „Izrael Boży”, aby wykazać, że tych, którzy służą Bogu duchowo, On zawsze uznaje za swój lud. Przeciwnicy Pawła, z którymi spiera się w tym liście, chcieli zachować wszystkie obrzędy, uważając je za znaki prawdziwego Kościoła – podobnie jak dzisiejsi papiści chcą zachować święte oleje i wiele innych rzeczy.
Przeciwnicy Pawła mieli nawet mocniejsze argumenty niż papiści, a jednak Paweł wszystko to odrzuca i mówi, że Bóg się tym nie przejmuje. Owszem, cienie prawa były ustanowione na pewien czas i miały swój cel: prowadzić lud do Pana Jezusa Chrystusa. Lecz teraz, gdy mamy w Nim Prawdę, musimy to wszystko porzucić. Tym bardziej mamy prawo twierdzić, że Izrael Boży to nie ci, którzy jaśnieją w oczach ludzi, lecz ci, którzy noszą prawdziwe znamię Boga.
Gdy bowiem papiści mówią nam o Kościele, muszą włączyć papieża z jego trzema koronami oraz biskupów, którzy przebierają się, aby odegrać swoją farsę. Są jak rogate bestie, wszystko u nich lśni; kapłani i mnisi również oślepiają oczy prostych ludzi. Oto, czym według papistów jest Kościół Boży: przepychem i błahym, bezużytecznym nonsensem. A co z sakramentami? Potrzebują do nich jeszcze tego i owego – krótko mówiąc, mają własne reguły, które uważają za właściwe.
Spójrzmy jednak na Ewangelię. Co w niej znajdujemy? Samą prostotę. Bóg nie chce, aby ci, którzy głoszą Jego Słowo i sprawują obrzędy, nosili kostiumy ani urządzali wielkie fanfary. Nie chce też, aby obrzędy były zanieczyszczane ludzkimi wynalazkami, ponieważ wszystko to jest dla Niego bezwartościowe. Zachowajmy więc definicję prawdziwego Kościoła, którą Paweł podaje tutaj, abyśmy nie dali się wzruszyć, gdy ludzie mówią: „Spójrzcie, ile tu pięknych rzeczy”. To prawda według zmysłów, bo jesteśmy cieleśni i ziemscy i łatwiej pociąga nas to, co ładnie wygląda.
Lecz nie do nas należy decydować, jak mamy służyć Bogu. Musimy trzymać się tego, co On ogłosił, ponieważ Jego postanowienie jest nieodwołalne: wszelką mądrość mamy znaleźć w Jezusie Chrystusie. Stanie się to tylko wtedy, gdy będziemy Mu posłuszni. Musimy więc uznać, że nie mamy już być przywiązani do zewnętrznych rzeczy ustanowionych w czasie prawa, lecz zadowolić się samym Jezusem Chrystusem i doskonałością, która jest w Nim.
Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz, którą Paweł tu mówi: „Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie z duchem waszym”. Ukazuje on, że świat – z powodu swojej niewdzięczności – nie zważa na bogactwa, które są oferowane w Jezusie Chrystusie. Ewangelia jest głoszona wystarczająco często, a jednak wszyscy się od niej odsuwamy, jakbyśmy postanowili opuścić dobrą drogę prowadzącą do zbawienia i rzucić się w przepaść zguby.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nasze wnętrze jest puste i diabeł zawsze znajduje do niego dostęp: zwodzi nas, niepokoi i sprawia, że miotamy się bez celu. Dopóki łaska Pana Jezusa nie zamieszka w naszym duchu, jesteśmy jak chwiejące się trzciny, bez stałości i fundamentu. Do tego musimy dążyć: aby Bóg nie tylko wylewał na nas swoją łaskę, lecz abyśmy ją przyjęli do ducha i serca; duch musi stać się jej tronem i miejscem zakorzenienia, abyśmy nie byli przywiązani do ziemi, lecz wznosili nasze uczucia i myśli ku Bogu.
Nigdy nie nadejdzie czas, gdy ta nauka nie będzie spotykać się ze sprzeciwem, Paweł rzuca tu wyzwanie tym, którzy chcieliby jej się przeciwstawić, mówiąc: „Odtąd niech mi nikt przykrości nie sprawia; albowiem ja stygmaty Jezusowe noszę na ciele moim”. Mówiąc o stygmatach Jezusa Chrystusa, przeciwstawia je wszelkim zbrojom książąt, ich diademom, berłom i wszystkiemu, co daje im znaczenie i zapewnia cześć oraz uwielbienie.
Gdy książę chce pokazać swoją władzę, musi być tak odziany, by nikt nie śmiał na niego spojrzeć, oślepiony blaskiem. Często czynią to dlatego, że sami z siebie nie mają nic godnego uwagi i muszą posługiwać się tymi zapożyczonymi środkami. To samo dotyczy ludzi światowych, którzy oddają się przepychowi i popisom, aby zdobyć dobrą reputację. Krótko mówiąc, światowi ludzie chwytają się wszystkiego, by zostać zauważonymi, choć wszystko to jest marnością. Paweł zaś pokazuje, że stygmaty Pana Jezusa Chrystusa są o wiele cenniejsze i piękniejsze niż wszystko, co świat uznaje za wartościowe.
Musimy jednak rozważyć, co oznaczają te „stygmaty”. Wyjaśnił to wcześniej, gdy mówił, że był wielokrotnie biczowany, ukamienowany w jednym miejscu, uwięziony w innym, cierpiał głód i pragnienie (2Kor 11:23-27). Innymi słowy, był uznawany za odrażającego był odrzucany. Według świata powinniśmy uciekać od takiej hańby. Paweł jednak mówi, że te stygmaty są więcej warte niż cały honor i splendor, jakimi moglibyśmy się cieszyć. Ponieważ je nosi, nikt nie powinien mu „przeszkadzać” w podążaniu wyznaczoną drogą i pełnieniu jego służby. Zamiarem Pawła w tym fragmencie było:
Po pierwsze, ukazanie, że jeśli jesteśmy chrześcijanami i częścią prawdziwego Kościoła Bożego, musimy być posłuszni nakazowi jedności. Jakiej jedności? Nie takiej, w której każdy idzie za własnymi wyobrażeniami. Są bowiem tacy, którzy mają przewrotnego ducha, uniemożliwiającego im współdziałanie z innymi. Chcą się odizolować, jak dzikie konie. Dla takich ludzi byłyby odpowiednie klasztory i cele, skoro nie chcą jednoczyć się z innymi zgodnie z nakazem danym Kościołowi. Oddzielając się w pysze od społeczności wierzących, stają się w istocie mnichami diabła. Jakkolwiek by było, wiemy, dlaczego się ukrywają: diabeł trzyma ich w swojej mocy i pragnie doprowadzić do całkowitego oddzielenia ich od Boga.
Po drugie, Paweł pokazuje, że musimy zachowywać tę zasadę: Pan Jezus ma być naszym wzorem i mamy dążyć do upodobnienia się do Niego. Gdy On mówi, mamy poddać się Jego nauce i zachowywać Jego przykazania. Mamy też wzajemnie sobie pomagać. Możemy chlubić się prześladowaniami i innymi rzeczami, ale jeśli nie staramy się pomagać innym i budować duchowej świątyni, z pewnością nadal służymy szatanowi jak niewolnicy pod jego tyranią.
Uczmy się więc być jednomyślni, poddając się Panu Jezusowi Chrystusowi. A ci, którzy są bezinteresowni i wierni w swoim postępowaniu przed Bogiem, niech uciekają od pysznych ludzi, którzy chcą się wywyższać i wprowadzać własne nowości. Jezus Chrystus zawsze rozpoznaje swoje stygmaty. Choćbyśmy byli pogardzani przez świat, zawsze będziemy uznani przez Syna Bożego.
Idźmy więc naprzód, a tym, którzy chcą nas powstrzymać, niech będzie wiadome, że Bóg ich poniży, jak widzieliśmy wcześniej: Bodajby byli odcięci ci, którzy was niepokoją (Ga 5:12). Jest rzeczą słuszną, aby ludzie burzący jedność Kościoła i odmawiający służby dla rozwoju panowania Pana Jezusa Chrystusa zostali zawstydzeni i rozproszeni. Bóg musi doprowadzić ich do upadku z powodu ich pychy i zarozumiałości.
To powinniśmy zapamiętać z tego fragmentu, jeśli pragniemy wytrwać w korzystaniu z bogactw, które zostały dla nas nabyte tak wielkim kosztem przez śmierć i mękę Pana naszego Jezusa Chrystusa i które są nam codziennie oferowane w Ewangelii.
Upadnijmy przed majestatem naszego wielkiego Boga, uznając nasze grzechy i modląc się, aby tak bardzo nas zasmuciły, byśmy zadrżeli i szukali Jego przebaczenia. Wówczas zostaniemy przemienieni przez prawdziwą pokutę i uzdolnieni do walki ze wszystkimi naszymi wadami i zepsuciem ciała, aż On całkowicie nas od nich uwolni i przyodzieje w swoją sprawiedliwość. Tak więc wszyscy mówimy: „Wszechmogący Boże i Ojcze nasz niebieski”.
Jan Kalwin, kazanie z XVI wieku.
